Wirtualna asysta – najlepsza praca dla mam? 

Jak często wspominam, bycie wirtualną asystentką to zdecydowanie moja ulubiona praca. Podejmowałam się w życiu różnych prac – przez długi czas szukałam swojej drogi, ale to właśnie wirtualna asysta sprawiła, że mocniej zabiło mi serce! 🙂 A właściwie – to jedyne zajęcie, które zwyczajnie po jakimś czasie mnie nie znudziło. Mocno doceniam fakt, że każdy nowy tydzień witam z ekscytacją i że więcej mam dni, kiedy zdecydowanie mi się chce. Bo oczywiście zdarzają się takie, kiedy nie. To całkowicie naturalna sprawa. 

 

Jeśli śledzisz moje media społecznościowe pewnie wiesz, że mam dwójkę dzieci. I nie powiem – to te dwa małe potworki niejako zdefiniowały moją ścieżkę zawodową. Nie chciałam być od nich daleko. Chciałam widzieć, jak moi synowie się rozwijają, jak stawiają pierwsze kroki. Chciałam być też po prostu dla nich zawsze wtedy, kiedy mnie potrzebują.

 

Wirtualna asysta jak najbardziej mi to umożliwia. Chcesz zobaczyć, dlaczego jeszcze jest to najlepsza praca dla mam? Sprawdź dzisiejszy wpis!  

 

wirtualna asysta

 

Po pierwsze – ogromna elastyczność! 

Sama decyduję o tym, kiedy pracuję. Oczywiście, ostateczne słowo mają moi klienci i deadline’y, ale to ode mnie zależy, czy dane zadanie wykonam w ciągu dnia, rano, wieczorem czy w nocy. Tutaj jest pełna dowolność – dlatego też, jeśli któryś syn potrzebuje mojej uwagi, bez trudu mogę mu ją dać! 

 

Co jeszcze? Zazwyczaj pracuję nad kilkoma projektami. Mam też zapas czasu między jednymi a drugimi. Dlatego też, kiedy któreś z dzieci jest chore, nie mam problemu z przesunięciem danego zadania. Mogę być wyłącznie dla moich synów! 

Po drugie – pracuję z domu! 

Praca z domu wiąże się też z wieloma pułapkami, ale dziś nie o tym. 😉 Cieszę się, że mogę być bliżej synów, nie tracić czasu na dojazdy i po prostu – mieć na nich oko. Obecnie staram się sztywno trzymać ustalonych godzin, kiedy pracuję – wtedy na synów oko ma nasza Niania, ale jeśli coś by się stało – wiem, że jestem blisko i wszystkiemu mogę zaradzić. 

 

Trochę ciężko jest jednak przyzwyczaić synków, że mama jest w pracy, a oni z Nianią – kilka razy dziennie przychodzą o coś zapytać albo zaproponować mi coś do picia. To super urocze, ale jednak mimo wszystko nieco wybija mnie z rytmu! 😉 

Po trzecie – rozliczam sama siebie 

Sama na etacie nie zagrzałam miejsca zbyt długo, ale ani trochę nie jest mi z tego powodu żal. Wiele koleżanek żali się, że czasami szefowie niezbyt przychylnie patrzą na dni wolne wzięte z powodu konieczności opieki nad chorym dzieckiem. Mam nadzieję, że takie sytuacje nie będą się już zdarzać – a jeśli będą, to aby tacy “szefowie” zbyt długo nie zagrzali miejsca na swoim stanowisku. 

 

Jednak mimo wszystko cieszę się, że nie potrzebuję nikomu się tłumaczyć ani przed nikim odpowiadać. Bycie sama sobie szefową to piękna sprawa – nie muszę się obawiać, że moje dzieci chore są “zbyt często”. Jestem dla nich tak często, jak tego potrzebują! 

 

Droga mamo – jeśli zastanawiasz się nad zmianą zawodu, działaj! Pamiętaj, że przez jakiś czas możesz po prostu rozliczać się na zasadzie działalności nierejestrowanej. To duże ułatwienie – i dzięki temu sprawdzisz, czy to praca dla Ciebie! 

 

A tymczasem – uciekam do moich potworków. Miłego dnia! 

 

Przypominam też, że trwają zapisy na mój warsztat ABC Wirtualnej Asystentki. Sprawdź szczegóły

 

Tutaj natomiast znajdziesz link do zapisów na mój bezpłatny webinar: Co po macierzyńskim? Czyli wirtualna asysta dla mam! 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *